Kotleciki sojowe a'la kurczak tikka masala
Kuchnia indyjska to stan umysłu, nie tylko przepis. Długo nie mogłam zrozumieć jak tak duże ilości przypraw dodawane do jednego posiłku mogą stworzyć coś co nie jest przekombinowane. Zmieniło trochę moje podejście to gdy mogłam zobaczyć jak dziewczyna o hinduskich korzeniach przygotowywała dla nas masala chai. Nie było tam odmierzania ile goździków, ile cynamonu czy pieprzu dodać. Spoglądała do pojemniczka z przyprawami i sypała od serca wszystkiego. No i efekt był niesamowity. W życiu nie piłam tak mocnej, aromatycznej herbaty. Ugotowała też kilka potraw, których mogłam spróbować. Nic w kuchni nie było dla niej problemem, a gotowanie przychodziło jej z taką lekkością, że pozazdrościłam jej talentu i sama zaczęłam częściej kombinować w kuchni.
Mój mąż uwielbia kurczaka tikka masala. Tym razem chciałam go zrobić… ale dla siebie, więc zamiast mięsa użyłam kotlecików sojowych, ale możecie identycznie potraktować kurczaka czy indyka. Jedynie potrzymajcie mięso dłużej w marynacie i trochę dłużej gotujcie, żeby mięso nie było surowe. Zamiast kotlecików sojowych fajnie by się sprawdziło tez tofu albo seitan… albo jakaś duża fasola. Warto sprawdzić 😊
Składniki na marynatę:
Przygotowanie
Zaczynamy od przygotowania marynaty. Wszystkie jej składniki mieszamy ze sobą i nacieramy namoczone wcześniej kotleciki sojowe. Odstawiamy na noc do lodówki. Następnego dnia przygotowujemy sos. Podsmażamy na oliwie czosnek i przyprawy, dodajemy passatę i gotujemy 15-20 minut żeby smaki się rozwinęły. Jeśli traficie na kwaśne pomidory to można dodać trochę cukru. Ja miałam domową passatę z pomidorków koktajlowych, która była naprawdę słodziutka. Dodajemy śmietankę. Kotleciki sojowe obsmażamy na patelni i dodajemy do sosu. Gotujemy krótko by się nie rozpadły. Podajemy z ryżem. Fajnie jest obsypać danie kolendrą, ale ja zapomniałam, że o tej porze roku nie rośnie ona już na balkonie i nie kupiłam doniczki. Smacznego 😊